CEO firmy Oracle, Larry Ellison, zasłynął już z tego, że nie uległ ogólnoświatowej podniecie dotyczącej tzw. przetwarzania w chmurze (ang. cloud computing). Trudno więc się dziwić, że podczas niedawnego spotkania z przedstawicielami biznesu IT, które miało miejsce w Churchill Club, 21 września 2009 (podczas spotkania Larry Ellison wypowiadał się m.in. na temat stosunku Oracle do bazy MySQL), po raz kolejny wyraził swoje, odmienne od powszechnie uznanego za poprawne, zdanie.

Pytanie o cloud computing zadał moderator dyskusji – Ed Zander. Odpowiedź Larry’ego Ellisona była prosta: To jest nonsens. O czym Wy mówicie? (It’s this nonsense. What are you talking about?) – niestety, tonu stanowczości tej wypowiedzi nie jesteśmy w stanie tutaj oddać. To nie jest obłok pary wodnej! Wszystko, czym jest [„przetwarzanie w chmurze” – przyp. red.], to komputer podłączony do sieci (It’s not water vapor!. All it is, is a computer attached to a network.) – dodał.

Dostało się również – naszym zdaniem całkiem słusznie – średnio i długoterminowym inwestorom (ang. venture capitalists) technologicznym i w ogóle całej tej hałaśliwej, marketingowej nagonce związanej z cloud computing. Kwintesencją stosunku do tej kwestii są słowa Larry’ego Ellisona: Zmienicie tylko termin i myślicie, że wynaleźliście technologię. Fakt, że taki zarzut pojawił się w ustach CEO firmy, która bez wątpienia nie żałuje środków na R&D, robi wrażenie.

Naszym zdaniem, Larry Ellison nie może zostać uznany za przeciwnika cloud computing – ani razu tego nie powiedział. Zwraca raczej uwagę, że wokół tej idei pojawia się za dużo pustosłowia, nachalnego marketingu i przesady. A w rzeczywistości przetwarzanie w chmurze to całkowicie naturalny krok na drodze ewolucji technologii IT. Co więcej, nie jest to krok w przyszłość, tylko bieżąca technologia, która dopiero doprowadzi nas na następne etapy rozwoju – taki jest porządek rzeczy w naszej branży. Nie można mówić, że jest to technologia jutra – nie ma w niej też nic z przyszłości. Do czynienia mamy z siecią komputerową, bazą danych, systemem operacyjnym, aplikacjami… serwerami. Ze wszystkimi elementami infrastruktury, które odpowiednio złożone i skonfigurowane współdziałają tak, aby oferować nam nową usługę – tzw. chmurę (najwyraźniej niewyraźność tego terminu nie podoba się Larry’emu Ellisonowi). Cloud computing to całkowicie normalna rzecz – nic, co miałoby mieć znamiona jutra.

Jest coś w słowach CEO firmy Oracle, co zmusza do refleksji. Wydaje się, że nie tylko branża IT zaczyna cierpieć na chorobę łatwizny – w końcu łatwiej zmienić termin lub wymyślić nowy, określający połączenie kilku starych technologii… a już można liczyć zyski ze sprzedaży. Dzięki temu więcej siły można pchać w marketing, niż w sensowne R&D. Co więcej, wydaje się, że to świetny pomysł na okres tzw. kryzysu. Przykre jest jedynie to, że jeśli tak ma wyglądać pomysł na sprzedaż nowych technologii, zdaje się on przypominać przepakowywanie starzejącego się jedzenia w supermarketach o gorszej sławie (wszyscy pewnie kojarzą już żart o trzech życiach kurczaka – kurczak świeży, porcjowany… mielone). Nie oszukujmy się. Idea cloud computing nie jest żadną rewolucją, a jedynie kolejnym możliwym wykorzystaniem już od dawna istniejących technologii – w uogólnieniu: sieci komputerowej. To nie rewolucja, a ewolucja. Chcemy tego czy nie, postęp w IT odbywa się drogą ewolucji, a nie nagłych zmian niszczących stary porządek.

Mamy prawo być zmęczeni niemądrym marketingiem – w naszej branży zbyt często ktoś szumnie ogłasza nadchodzącą rewolucję, a potem… Kiedy szał mija, okazuje się, że niewiele w sumie się zmieniło.

Na szczęście z naszego punktu widzenia sprawa wygląda w sposób dość oczywisty. Cloud computing, wirtualizacja i dowolna inna technologia dziś mianowana do rangi rewolucyjnej zawsze będzie potrzebować realnego zasilania, klimatyzacji i w końcu… Przestrzeni fizycznej. Zmieniać będą się co najwyżej metody zapewniania tych podstawowych elementów infrastruktury krytycznej serwerowni, powstawać będą nowe, dobre praktyki wynikające z doświadczenia związanego z eksploatacją centrów danych itd. Tak czy inaczej… Nawet przetwarzanie w chmurze wymaga własnego zaplecza infrastruktury fizycznej – nie musimy się więc mocno unosić, bo rzeczywistość, jak zawsze, zweryfikuje wszelkie pochopne obietnice. A cloud computing generuje zapotrzebowanie na centra danych i wymusza wysokie standardy. W końcu, aby dostarczać usług, należy mieć pewność, co do ciągłości działania naszej infrastruktury krytycznej – to jest podstawa. Bez tego nie ma sieci komputerowych, baz danych, systemów operacyjnych, aplikacji… Tym bardziej, jeśli nasze usługi mają być iście rewolucyjne (ich chwilowa niedostępność mogłaby oznaczać nagły koniec wywrotowej działalności – jeśli trzymać się mocno rewolucyjnych konotacji). Dbajmy więc o to, aby w centrum danych, gdzie utrzymywany będzie sprzęt służacy do oferowania usługi cloud computing dla klientów panowały odpowiednie standardy, przede wszystkim w zakresie: zasilania gwarantowanego, klimatyzacji i bezpieczeństwa.

Warto też zwrócić uwagę na pewną analogię miedzy słowami Larry’ego Ellisona a starym sloganem marketingowym firmy Sun Microsystems (powoli należącej już do Oracle): The Network is the Computer (sieć to dopiero komputer – wolne tłumaczenie własne). Wydaje się, że hasło to jest genialne i ponadczasowe. Może więc warto częściej je sobie przypominać? Przynajmniej, zanim zaczniemy bujać w obłokach wpadając w entuzjazm nad nowym pomysłem, którego ideę działania przysłoni nam zbyt rozhukany marketing i przesadne wieszczenie kolejnej rewolucji.

Cloud computing to żadna rewolucja. Zwyczajnie – dziś nadszedł odpowiedni czas dla tego typu usług. Technologia gotowa była już od dawna. Paradygmat pracy także. Teraz czas na centra danych.

Więcej informacji:
http://www.datacenterknowledge.com