Zapotrzebowanie na nowe centra danych, do tego bardzo często takie, które można uznać za przyjazne środowisku lub spełniające jeszcze inne, specyficzne wymagania, zmusza firmy do poszukiwania bardzo specyficznych lokalizacji. Pomysły bywają zaskakujące.
Drogi do stworzenia data center właściwie są dwie: budowa od podstaw lub adaptacja istniejących obiektów. W drugim przypadku niebagatelne znaczenie ma poprzednie przeznaczenie poddawanego adaptacji miejsca.

W wyniku poszukiwań, firmy często decydują się na adaptacje obiektów, które mogą na pierwszy rzut oka wydawać się bardzo zaskakującym wyborem. Jeżeli jednak przeanalizować wszystkie za i przeciw, okazuje się, że nawet najbardziej szokujący wybór może być strzałem w dziesiątkę. Dziś, proponujemy przegląd kilku pomysłów, być może nawet bardziej inspirujących wyobraźnię obiektów zaadaptowanych pod potrzeby centrów danych.

W podziemnym schronie Batmana
Trzydzieści metrów pod ziemią, w centrum Sztokholmu, wewnątrz starego, przeciwatomowego bunkra, umieszczono najwyższej klasy centrum przetwarzania danych Pionen – White Mountain, o – już dość – imponującej powierzchni 1100 metrów kwadratowych. Właścicielem ośrodka jest firma Bahnhof, jeden z największych szwedzkich dostawców Internetu. Wybór lokalizacji, jak i jej obecny wygląd, a także wyraźne konotacje militarne z przeszłości sprawiają, że nie sposób odnieść wrażenia, iż mamy do czynienia z zimnowojenną bazą nuklearną; miejscem, gdzie prowadzone są ściśle tajne badania na ciałach obcych odzyskanych z rozbitych latających spodków (coś dla zwolenników mitologii Hangaru 18, Strefy 51 i incydentu z Roswell); czy – co również może podpowiedzieć wyobraźnia – scenerią, w której mogłyby rozgrywać się sceny znane z komiksów Marvella (podziemna kwatera Batmana?).

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Szum wody i trochę naturalnej roślinności z pewnością nie zaszkodzi data center, które znajduje się pod ziemią, a ludziom w nim pracującym pozwoli zachować wymagany do efektywnej pracy spokój, poczucie komfortu i sprawi, że wykonywanie służbowych obowiązków nie stanie się bolączką. Nie mówiąc już o pozytywnych wrażeniach estetycznych – jak widać można połączyć cechy stylu militarnego, nowoczesnego i naturalnego (proekologicznego?) w całkiem ciekawy sposób

Wrażenie może zostać spotęgowane faktem, że wspomniany OPD charakteryzuje się imponującym poziomem bezpieczeństwa fizycznego – np. jest on oddzielony od świata zewnętrznego 16 calowymi, stalowymi drzwiami i – co łatwo sobie wyobrazić – może przetrwać wybuch bomby wodorowej (dwie kwestie nas frapują: czy uwzględniono taki scenariusz w BCP – ang. Business Continuity Plan – i co z obsadą ośrodka w takim przypadku)?

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
To miejsce dość mocno przypomina te, które widuje się w filmach S-F i komiksach. Widzimy szafy na sprzęt IT, coś na kształt sali konferencyjnej, ale na uwagę zasługuje… Oświetlenie. W zamkniętych przestrzeniach pozbawionych okien bardzo dobrym pomysłem jest stosowanie oświetlenia imitującego światło słoneczne. Nie chodzi tutaj o drogie maszyny, a o najdroższy element wyposażenia centrum danych, czyli o ludzi. Takie światło, zwyczajnie, zapobiega depresjom, a więc pozwala pracować bardziej wydajnie

Ponadto, w centrum danych Pionen znajdują się systemy klimatyzacji o mocy 1.5 MW, które są w stanie zapewnić odpowiednie warunki środowiskowe do działania kilkuset serwerów zainstalowanych w szafach; systemy łączności teleinformatycznej z potrójną redundancją, oparte zarówno na światłowodach, jak i na okablowaniu miedzianym; oraz – co akurat wzmacnia militarno-zimnowojenną atmosferę – dwa, niemieckie, wyprodukowane przez firmę Maybach silniki wysokoprężne, standardowo montowane w okrętach podwodnych, które pełnią rolę awaryjnych generatorów mocy.

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Podziemne pomieszczenie operatorów i znów… Elementem, na który powinniśmy zwrócić uwagę jest odpowiednie oświetlenie i naturalna roślinność. Prosty wniosek: ludzie są najcenniejszym kapitałem firmy, a praca musi być wykonywana w odpowiednich warunkach, aby móc wymagać jakości. Reszta wyposażenia nie stanowi rewelacji, całkowity standard, do tego cieszy fakt, że nawet pod ziemią używa się MRTG (o czym zdaje się świadczyć ekran w lewym, dolnym rogu)

Nie powinno nas więc dziwić, że firma Bahnhof pozwoliła sobie zainstalować system alarmowy, także pochodzący z okrętów podwodnych, w miejsce standardowego, budynkowego systemu alarmowania. W końcu, w takich okolicznościach każdy inny wybór wyglądałby (a dokładniej – brzmiałby) wręcz niepoważnie. Ale to nie koniec atrakcji.

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Po prawej stronie zwyczajny widok w pomieszczeniu profesjonalnej serwerowni – rząd szaf; pod stopami – płyty podłogi technicznej; a z prawej strony – skalna ściana, przypominająca nam, że jesteśmy w podziemnym data cener, w Pionen. Gdyby nie nieregularne kształty, można by pomyśleć, że na prawej ścianie znajduje się fototapeta

Praca w takim miejscu, kiedy minie pierwsze wrażenie niesamowitości, z pewnością może okazać się dość uciążliwa, może nie tak, jak przebywanie na pokładzie okrętu podwodnego, ale w dostatecznym stopniu, aby przełożyć się na poczucie dyskomfortu i niższą wydajność pracowników. Z tego względu, aby umilić atmosferę osobom na co dzień pracującym w takich warunkach, projektanci ośrodka postanowili zapewnić odrobinę substytutów elementów otwartej przestrzeni – znajdziemy tu więc: symulowane światło dzienne (bardzo ciekawa i skuteczna metoda walki z depresjami, szczególnie w pomieszczeniach pozbawionych światła słonecznego i w niekorzystnych warunkach środowiskowych), szklarnie, wodospady i… akwarium dla ryb słonowodnych, o pojemności 2600 litrów. Super! Naprawdę, nie mamy pojęcia, jak sklasyfikować ten ośrodek – jak na okręt podwodny w centrum miasta, to za dużo tutaj komfortowych rozwiązań. Chyba jednak zostaniemy więc przy tajnej kwaterze Batmana. Zapraszamy do odwiedzenia centrum danych Pionen w własnym zakresie (i wrobienia sobie swojego zdania na temat takiego miejsca pracy):


Żaden opis, ani nawet tysiąc zdjęć nie zastąpi możliwości obejrzenia data center w Pionen na żywo, albo przynajmniej… Na filmie. Po ośrodku oprowadzają nas Dan Nelson z Data Center Pulse i Jon Karlung (CEO ośrodka White Mountain w Pionen)

Ekologiczne wcielenie atomowej technologii
Firma 1&1, która oferuje usługi hostingowe, pracuje nad adaptacją zabudowań po nigdy niedokończonej fabryce wzbogacania uranu z końca lat 80-tych, znajdującej się w Hanau, w Niemczech. Tutaj również czuć powiew schyłku zimnej wojny – cel fabryki, jak i fakt, że nie została nigdy dokończona po 1990 roku, dodają tej lokalizacji takiego właśnie charakteru (przypomnijmy, że oficjalnie, za koniec zimnej wojny uważa się moment ogłoszenia „Paryskiej Karty dla Nowej Europy” w listopadzie 1990 roku, w Paryżu, we Francji).

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Nie jest to zdjęcie wnętrza data center w Hanau, w Niemczech, ale pochodzi z innego ośrodka, należącego do firmy 1&1, który uruchomiono w 2008 roku w Kansas, w USA. Nie udało nam się odnaleźć zdjęć z Hanau, ale powyższe mogą dać wyobrażenie, jakie rozwiązania stosowane są przez firmę 1&1

Docelowo, nowe centrum danych ma pomieścić 100 000 serwerów i będzie miało powierzchnię 10 000 metrów kwadratowych (ta powierzchnia zasługuje na aplauz). Miejsce, które poddawane jest adaptacji, pierwotnie zostało zbudowane w późnych latach 80-tych i miało produkować pręty z mieszanki wzbogaconego uranu i plutonu – domyślnie, na potrzeby energetyki atomowej. Niestety (na szczęście?), ośrodek ten nigdy nie rozpoczął produkcji i z końcem 1995 roku, ówczesny właściciel, firma Siemens AG, zadecydował o sprzedaży tej nieruchomości. Dwa lata później udało się uwolnić obiekt z regulacji prawnych dotyczących kontroli nuklearnej i wówczas został on zakupiony przez firmę 1&1

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
To także wnętrze data center w Kansas, w USA… O Hanau, niestety, musimy pomarzyć

Co ciekawe, oprócz odnowienia budynku, firma 1&1 postanowiła, że centrum danych będzie całkowicie przyjazne środowisku (czyt. „zielone”). Co najważniejsze, zasilanie ma być zapewniane wyłącznie z odnawialnych źródeł energii. Mało tego, firma 1&1 zapewnia, że celem redukcji zapotrzebowania na moc elektryczną w ośrodku wykorzystana zostanie technologia free coolingu – w porównaniu ze standardowymi systemami klimatyzacji jest to wyjątkowo przyjazne środowisku, a także tanie rozwiązanie. Centrum danych ma także zostać wykorzystane do oferowania usług związanych z przetwarzaniem w chmurach (ang. cloud computing).

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Na koniec… Ostatnie zdjęcie z ośrodka w Kansas, w USA. Trzeba przyznać, że powyższy widok robi wrażenie. Ciekawe, jak to wszystko będzie wyglądać w nowym ośrodku

Nowe centrum danych ma zostać nazwane MOX, a jego uruchomienie planowane jest jeszcze na ten rok.

Budynek, jak wino, im starszy… tym bardziej ekologiczny
90-letni budynek po byłej drukarni zdaje się być nieodpowiednim miejscem dla data center 21 wieku. Szczególnie, jeśli ma ono być jednym z liderów efektywności energetycznej. Nic bardziej mylnego. Firma Digital Realty Trust z sukcesem dokonała adaptacji budynku starej drukarni w Chicago, w USA, który zbudowano w 1917 roku, na potrzeby pierwszego na świecie centrum danych posiadającego złoty certyfikat LEED (ang. Leadership in Energy and Environmental Design).

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Interesujący architektonicznie budynek z początku XX wieku, w którym firma Digital Realty Trust uruchomiła swoje data center. Cóż, jak każda starsza już budowla ma swój klimat, chociaż w Europie mamy bezdyskusyjną przewagę, jeśli chodzi o stare lokalizacje… Weźmy np. takie data center umieszczone w średniowiecznym zamku. Być może więc ta lokalizacja robi na nas mniejsze wrażenie niż na kolegach po fachu z USA

Centrum Danych ma powierzchnię 1850 metrów kwadratowych, zostało zbudowane w klasyczny sposób, z wykorzystaniem podłogi podniesionej i oferuje zapas mocy do 4000 kW dla urządzeń IT. Z ciekawostek, wykorzystywane są tutaj zaawansowane narzędzia służące do pomiaru zużycia energii elektrycznej, a także system monitorowania, który pomaga zwiększać wydajność systemu wentylacji i jakości powietrza wewnątrz budynku.

Zabunkrowane, leśne data center

Z pewnością ostatnią rzeczą, jakiej można spodziewać się w czasie wycieczki po lesie, jest natknięcie się na budynek centrum przetwarzania danych. Na świecie istnieje jednak przynajmniej jedno takie „leśne data center”, umieszczone w samym środku lasów w Uitikon, na obrzeżach Zurichu. Właśnie tam, dostawca usług kolokacyjnych – firma GIB-Services i firma IBM, razem dokonały adaptacji ukrytego, podziemnego bunkra na bardzo bezpieczne centrum danych o powierzchni, jedynie, 360 metrów kwadratowych. Wystarczy dodać, że bunkier pamięta czasy zimnej wojny i pierwotnie był wykorzystywany do celów wojskowych.

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Data center firmy GIB-Services ukryte jest w lesie. Nie jest to ten las, ale z pewnością można by w nim ukryć jakieś data cener. Poza tym, piękny widok

Jeśli jednak zwrócić uwagę na fakt, jaka ilość bunkrów, schronów i innych budynków niestandardowego przeznaczenia zostaje poddana adaptacji na centra danych, to ta lokalizacja nie miałaby w sobie nic specjalnego, gdyby nie proekologiczne podejście projektowe. Firmy GIB-Services i IBM zadecydowały, że 2800 MWh rocznych strat energii cieplnej można wykorzystać do… Ogrzewania – powiedzmy, za darmo – publicznego basenu, który znajduje się w pobliskim miasteczku. Warto zauważyć, że miasto zainwestowało pieniądze z własnego budżetu w mechanizmy transferu ciepła – jak widać, musiało się to opłacać (inwestycje już to do siebie mają, że kiedy zostaną przekalkulowane, zwykle się opłacają, a kiedy ich nie ma… Nie można oczekiwać żadnych efektów w postaci potencjalnych zysków – lub oszczędności, jak ktoś woli). Najwyraźniej trzeba chwytać okazję, a bierność i zachowawczość w inwestycjach nie przynosi żadnych korzyści (do tego sprzyja pogłębianiu się tzw. „kryzysu” na każdym możliwym polu).

 

Piraci schowani w po NATOwskim bunkrze

Zdaje się, że jest coś wyjątkowego w bunkrach. Czy to może klimat, czy raczej atmosfera bezpieczeństwa sprawiają, że tak wiele ośrodków przetwarzania powstaje właśnie w takich lokalizacjach? Kolejnym przykładem centrum przetwarzania, które powstało na podstawie adaptacji wojskowego bunkra jest holenderski CyberBunker, ośrodek używany obecnie przez Pirate Bay.

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Z zewnątrz nic szczególnego… Sporo podobnych, porzuconych konstrukcji można odnaleźć także w Polsce. Może nie oferują aż tak wysokich standardów bezpieczeństwa, ale… Gdyby ktoś miał taki kaprys mógłby w nich umieścić jakąś serwerownię. Tylko, po co?
Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Widok z lotu ptaka (albo raczej satelity szpiegowskiego) na lokalizację bunkra data center CyberBunker. Pod tym adresem można dokładniej zwiedzić miejsca przedstawione na powyższym planie: http://www.cyberbunker.com/panorama/outside_frame.htm
Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Plan data center CyberBunker – poziom 0. Pod tym adresem można dokładniej zwiedzić pomieszczenia przedstawione na powyższym planie: http://www.cyberbunker.com/panorama/sublevel-0_frame.htm

Co ciekawe, bunkier jest ekranowany i zapewnia ochronę przed atakami za pomocą impulsów elektromagnetycznych (ang. Electromagnetic Pulse, EMP), a jego, miejscami, 5 metrowe, betonowe ściany chronią przed falami uderzeniowymi wygenerowanymi przez potencjalne eksplozje bomb nuklearnych o sile do 20 megaton już w odległości 5 km. Ponadto, bunkier zapewnia redundantny system chłodzenia, dieselowski generator o mocy 750 KW, a także, co może mniej ważne dla sprzętu IT, rezerwę 10 000 litrów wody pitnej dla obsługi w samym bunkrze, a dodatkowo, 240 000 litrów w dodatkowym, dedykowanym, zdalnym bunkrze wyposażonym w zbiornik. Całe wyposażenie o znaczeniu krytycznym zostało zamontowane na podkładkach izolacyjnych, chroniących przed wstrząsami. A dla pewności, że bunkier naprawdę zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa, w tym wypadku, dla obsługi, zastosowano system filtracji powietrza przez zanieczyszczeniami NBC (ang. Nuclear Biological Chemical) – nuklearnymi, biologicznymi i chemicznymi.

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Plan data center CyberBunker – poziom -1. Pod tym adresem można dokładniej zwiedzić pomieszczenia przedstawione na powyższym planie: http://www.cyberbunker.com/panorama/sublevel-1_frame.htm

Naszą podkreślenie zasługuje fakt, że w data center CyberBunker więcej miejsca zajmują powierzchnie rozrywkowe i basen niż serwerownia, która, jak nam się wydaje, w takim ośrodku powinna być najważniejsza. Cóż, może data center to tylko przypadkowy dodatek?

Jak widać Pirate Bay musi obawiać się najgorszego – czyżby spodziewali się ataku za pomocą EMP i bomb nuklearnych ze strony firm sektora rozrywkowego? Na ich miejscu raczej obawialibyśmy się prawników. Zdaje się, że ich uzbrojenie, w tym przypadku, jest skuteczniejsze niż impulsy elektromagnetyczne czy bomby nuklearne. Jeśli będzie trzeba, to wyciągną Pirate Bay nawet z piekła, tym bardziej, że do tej pory w żadnym centrum hostingowym nie udało im się zagrzać za długo miejsca. Cóż, taka rola pirata – a może lepiej na morze? Gdzieś poza wody terytorialne?

Aż dziwne, że Pirate Bay nie kupili jeszcze tego ośrodka, ponieważ niedawno planowali zakup znacznie bardziej zadziwiającej lokalizacji. A tak przy okazji, jeśli są chętni do kupna CyberBunker, to jest taka możliwość, więcej informacji na witrynie pod adresem:
http://www.cyberbunker.com/

Data Center na otwartym morzu

Tutaj już nieco uciekamy w kierunku przyszłości centrów danych – wydaje się, że w niektórych przypadkach opłacałoby się poświęcić część bezpieczeństwa na rzecz bardziej liberalnego prawa (oczywiście w tym momencie wyłącznie dywagujemy, a do niczego nie namawiamy). Weźmy np. takie opuszczone platformy wiertnicze znajdujące się poza strefą wód terytorialnych państw… Tutaj podkreślamy, że wspomniana wcześniej organizacja piracka Pirate Bay, jak na piratów przystało, zamierzała swego czasu wykupić Sealandię – wirtualne państwo istniejące na opuszczonej platformie (akurat nie wiertniczej, a przeciwlotniczej, pochodzącej z czasów II wojny światowej). Historia tego, w jaki sposób porzucona platforma znajdująca się na wodach eksterytorialnych stała się niezależnym państwem – Sealandią – wymaga osobnego omówienia, dlatego skupmy się wyłącznie tym, że ośrodek ten był (a może jest) wykorzystywany jako centrum danych.

Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Widok na Sealandię z powietrza. Widać lądowisko dla helikopterów, zabudowania mieszkalne i… Ogólny stan techniczny proszący się o usunięcie rdzy i pomalowanie całości odpowiednimi farbami. Aż trudno uwierzyć, że od 2000 roku działało tutaj data center firmy HavenCo. A może działa do dziś?
Zaskakujące lokalizacje centrów danych
Widok na Sealandię z poziomu morza. Widać, że dokonano drobnej przebudowy. Stan techniczny? Raczej taki sobie. Mnóstwo rdzy i wciąż brak estetycznego malowania. Ale nie ma czemu się dziwić – utrzymać taki obiekt, który wciąż narażony jest na działanie niekorzystnych warunków atmosferycznych i słonej wody, nie jest łatwo

Jeszcze do niedawna swoje serwery „na ziemiach Sealandii” (terytorium o powierzchni około 550 metrów kwadratowych) utrzymywała amerykańska firma HavenCo. Oficjalne informacje mówiły o tym, że koszt adaptacji obiektu zamknął się w kwocie 250 000 dolarów, jednak, jak w jednym z wywiadów stwierdził właściciel HavenCo, Sean Hastings, zainwestowano tam kilka milionów dolarów. Po co?

Serwery, które nie są w rzeczywistości kontrolowane przez żadne państwo (wody eksterytorialne), są używane do wszelkich celów za wyjątkiem rozsyłania spamu i propagowania zabronionych treści. Jak jest w rzeczywistości, trudno w takich wypadkach orzec z całkowitą pewnością – właśnie ze względu na brak realnej kontroli. Całej opowieści smaku dodaje jedynie fakt, że działalność HavenCo została nagle przerwana w listopadzie 2008 roku i to bez żadnych dodatkowych wyjaśnień. Być może było to następstwem pożaru, który zdewastował Sealandię 23 czerwca 2006 roku (źródłem ognia był dieslowski agregat prądotwórczy). Jednak już w 2007 roku Sealandia była w większej części odbudowana, więc przyczyny zaprzestania działalności przez HavenCo mogły być całkiem inne.

Tak wyglądało życie na Sealandii zaraz po pożarze. W filmie pojawia się także wątek związany z firmą HavenCo, jednak nie można powiedzieć, abyśmy mogli poznać jakiekolwiek szczegóły, jeżeli chodzi o zaplecze data center. O ile takie kiedykolwiek istniało? Może była to tylko idea, nieudany eksperyment i sterta serwerów, którą za wszelką cenę starano się przekształcić w poważniejsze data center pomimo wszelkich przeciwności losu przez blisko 8 lat?

Warto jedynie podkreślić, że przedsięwzięcie, które przerodziło się w firmę HavenCo rozpoczęło się jeszcze w 2000 roku. Od samego początku borykano się z wszelkiej maści problemami prawnymi, organizacyjnymi i technicznymi, co nie mogło wróżyć sukcesu. Pierwsze załamanie nastąpiło w roku 2003, następnie w 2006 roku wybuchł wspomniany pożar, aż wreszcie w 2008 roku witryna firmy HavenCo stała się niedostępna. Trudne początki HavenCo doskonale i szczegółowo przedstawia jeden z założycieli HavenCo – Ryan Lackley – w prezentacji, którą przedstawił na XI konferencji hakerskiej DefCon (odbyła się dnia 3 sierpnia 2003 roku w Las Vegas, w USA). Prezentację można pobrać pod tym adresem.

W ostatnim czasie mówiono o tym, że z zamiarem kupna Sealandii nosi się wspomniana wcześniej organizacja Pirate Bay. Jednak ostatecznie transakcja nie doszła do skutku i wygląda na to, że piraci postanowili uciec – przynajmniej na jakiś czas – pod ziemię, do ośrodka CyberBunker w Holandii. Ale może droga w kierunku otwartego morza ma sens nie tylko w wydaniu piratów, czy firm zajmujących się szemranymi interesami? Być może jest to właściwy kierunek?

O Sealandii i innych oryginalnych pomysłach na data center jeszcze nie raz będziemy pisać.

Źródła informacji:
http://securityandthe.net/2008/11/18/havenco-data-center-offline/
http://www.sealandnews.com/facts/
http://www.datacenterknowledge.com
http://www.computerworlduk.com/toolbox/green-computing/best-practice/in-depth/index.cfm?RSS&ArticleId=2489&pn=3